<title_newspaper="Przyjaciółka">
<title_article="Podpisujemy wszyscy">
<author_1="K">
<language="pl">
<style="press">
<year="1951">
<month="5">
<date="1951-05-20">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Świetlica w Kowalach była pełna. Bo też zebranie było ważne — gromada miała złożyć podpisy pod Kartą Narodowego Plebiscytu Pokoju. Przyszli tłumnie i ci ze wsi, i z kolonii spod lasu i z parceli za rzeczką. Kiedy trzeba było położyć pierwszy podpis Stanisława Maleszyk, członek spółdzielni produkcyjnej wstała, poważnym krokiem podeszła do stołu i powiedziała do zebranych tak:— Słuchajcie, dzieci moje! Ja już jestem stara kobieta, mam 66 lat. Wiele widziałam świecie ale dobrego doznałam mało. Ciężka była nasza dola parobków i sług. Nieraz przez łzy to i ten kawałek suchego chleba nie smakował. A teraz, toć każdy z nas może na swojej ziemi pracować i nie na marnym zagonie, ale w wielkim gospodarstwie, o jakim przedtem nawet nikomu się nie śniło. Tyleśmy już u nas zrobili —i z dnia na dzień lepiej nam i lżej — mielibyśmy pozwolić, żeby naszą pracę, nasz trud, nowa wojna zniszczyła? Amerykanie na dolary łasi, ale my chcemy uchronić nasze dzieci od bomb, od śmierci, od kalectwa, chcemy żeby mogły wyrosnąć i pracować, ot żeby dalej prowadziły tę naszą gospodarkę, z której tyle pożytku mamy. Posłuchajcie mnie starej. Wiele widziałam, wiele przeżyłam i to wiem że jak my, ludzie prości, chcemy pokoju i będziemy za nim głosować, to z siłą naszą tam w Ameryce muszą się rachować. Ja podpisuje się pierwsza, a kto uczciwy człowiek i dobry Polak — ten za mną? Kolejno podchodzili do stołu. Spracowane dłonie brały pióro do reki. Z całą świadomością swojej woli pokoju, ze świadomością siły mas pracujących, kładli podpisy.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
